czwartek, 11 stycznia 2018
NE 2018 chemia
ARKUSZ z NE chemia 2018 + ODPOWIEDZI.
https://drive.google.com/open?id=1_QRXleAMwgpixDbfjdzXH29s9fjxM54O
czwartek, 13 lipca 2017
REPETYTORIA- CHEMIA-MATURA
Wiadomości o dobre repetytoria do matury dostaję codziennie. Myślałam, że już prawie każdy wie z instagrama, co polecam a co nie. Ale jednak wypadało by napisać konkretnie, co i jak - stąd ten post.
Od razu piszę, że NIE współpracuję z żadnym wydawnictwem i książki nabyłam z własnych funduszy, więc moja opinia jest 100% OBIEKTYWNA :)
Mój NUMER 1 to:
Za co je LUBIĘ?
1. Bogactwo treści. Prawie każde zagadnienie jest rozpisane dokładnie a zarazem zrozumiale. Nawet osoba mająca tylko podstawy z chemii ogarnęłaby bez problemu, o co chodzi z danym zagadnieniem. W podręczniku znajdują się również działy, które nie obowiązują do matury - jest to też repetytorium skierowane dla studentów- ale jak dla mnie jest to plus, lepiej wiedzieć więcej.
2. Przejrzystość zapisu. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem typowym WZROKOWCEM i uwielbiam jak coś jest podkreślone, wypunktowane lub stabelaryzowane - pozwala to lepsze uporządkowanie swojej wiedzy i umożliwia porównanie pewnych zagadnień.
3. Adnotacje do zadań. Co prawda nie ma w tym repetytorium zadań, ale po prawie każdym dziale mamy odniesienie do zadań ze zbioru Pazdro. Nie jestem fanką tego zbioru, ze względu na brak maturalnych zadań, ALE przecież każde zadanie jest dobre, żeby wyćwiczyć mózg ;)
4. Chemia organiczna oraz budowa atomu. Dwa działy, które są najlepiej zobrazowane w tej książce. (Jak dla mnie najlepszymi publikacjami do nauki organiki jest 5 tomów McMurrego (studia), ale jest to zdecydowanie drogi interes a poza tym maturzystom ponad połowa informacji z nich nie jest potrzebna). Może i autor nie zadbał o rysowanie probóweczek i zmieniających się kolorków w czasie reakcji, ale bardzo dokładnie wypunktował typy reakcji, właściwości i charakterystykę dla danych związków organicznych. W budowie atomu zadbał o wytłumaczenie pomijanego w szkole momentu dipolowego, budowy przestrzennej czy metody VSEPR.
5. Rozdział 15, czyli czynności laboratoryjne. Niestety i w szkołach (praktycznie brak używania szkła laboratoryjnego) i w większości repetytoriów są pomijane takie podstawy jak np. sporządzanie mieszanin. Na szczęście autor zadbał i wytłumaczył pokrótce na czym polega np. sączenie. ( Niby taki banał a spotkałam się z tym, że uczeń nie był w stanie odróżnić dekantacji od sedymentacji)
PS Nadaje się dla osób piszących starą podstawę!
Zdjęcia repetytorium od środka:
(kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)
Drugie repetytorium to jego młodszy brat:
Jako, że są to repetytoria z tego samego wydawnictwa treść i zapis jest bardzo podobny, co w czarnym repetytorium, ALE jest w nim np.
- o wiele więcej tabelek i porównań a mniej samej treści
- brak materiału obejmującego studia
- przykładowe rozwiązania zadań ze stechiometrii
- rozpiska materiału obowiązująca do matury (do każdego działu)
Ogólnie jest to repetytorium szczególnie dobre dla osób zaczynających dopiero przygodę z chemią. Nawet osoba, idąca dopiero do liceum może śmiało się w nie zaopatrzyć.
Jeśli juz mowa o Pazdro, to jeżeli ktoś bardziej lubi podręczniki od repetytoriów to polecam zamiast Nowej Ery (która jest niestety okrojona i najważniejszą część zagadnień umieścili w swoim drogim repetytorium...) te:
Do każdego z tych podręczników można dokupić odpowiednie zbiory zadań (napiszę o nich w następnym poście), które jak dla mnie są wymagające i typowo pod maturę ;)
Ostatnim repetytorium, o którym chcę wspomnieć jest:
Wiem, że wiele osób pisało, że zdarzają się w nim błędy- ale uważam, że nie są aż tak straszne, żeby zrazić się do jego nabycia :)
Jak w poprzednich repetytoriach, tak również i w tym możemy spotkać się z tabelkami czy wypunktowaniem najważniejszych informacji do danego działu, ALE ponad to:
- autor umieścił po każdym dziale sprawdziany składające się od 5 do 11 zadań
- przedstawione są zdjęcia z autentycznymi kolorami związków biorących udział w doświadczeniach
- na końcu repetytorium umieszczone są oprócz arkusza maturalnego, zadania z rozwiązaniem krok po kroku - co jest bardzo pomocne dla chemicznych "świeżaków";)
- duża ilość reakcji
- dokładniejszy opis poszczególnych pierwiastków
Podsumowując- najlepiej byłoby wybrać jedno repetytorium i jego się trzymać, ale wiadomo - czasami w jednym coś jest, w drugim tego brak. Mam nadzieję, że chociaż trochę rozjaśniłam Wam Wasze przyszłe, zakupowe wybory ;)
PS O zbiorach i arkuszach - będzie notka w przyszłym tygodniu :)
poniedziałek, 3 lipca 2017
Pierwszy dzień na studiach :)
Jak sobie wyobrażałam mój pierwszy dzień na uczelni? W sumie to bardzo prosto, bo czy 1 październik na studiach może różnić się od 1 września w liceum? Przecież pojadę tylko na wysłuchanie nudnego „apelu”, dostanę indeks, plan zajęć i pewnie „ za chwilę” wrócę do domu…Ehh jak bardzo się człowiek może pomylić, a tym bardziej taki student - świeżak :)
1 październik 2012
Można by zacząć jak w bajce…”Dawno, dawno temu…50 km od domu”, ale bajka to nie była. Wstałam rano, gdzieś tak około 6, gdyż przed 7 miałam pociąg do Katowic ( Godzina drogi pociągiem a na dworzec PKP 3 minuty drogi, więc czy warto było się wyprowadzać z domu? Jak dla mnie nie :). Wracając… wstałam, ogarnęłam się ( jak przystało na pierwszoroczniaka w białą bluzkę :D) i dopiero idąc na dworzec ze słuchawkami w uszach, poczułam ten ogromny STRACH. Nigdy chyba nie zapomnę tego uczucia, bo pomimo tego, że wyboru studiów dokonałam już parę lat wcześniej - cholernie bałam się tej nowej STUDENCKIEJ rzeczywistości i oczywiście nowych ludzi. Miałam o tyle szczęścia, że jechałam na studia wraz z moją przyjaciółką, która również wybrała chemię jako swój kierunek - i w sumie tylko ta myśl, że jesteśmy w tym we dwie, pozwoliła mi wyruszyć (o dziwo!) punktualnie, naszym turbo szybkim pociągiem. I tak przed godziną 8 stałyśmy już przed budynkiem, w którym znajdował się dziekanat naszego wydziału. I cóż…jak na prawdziwie nieogarnięte studentki przystało poszłyśmy pod? Oczywiście DZIEKANAT :D i w sumie to dobrze zrobiłyśmy, bo nie tylko my wpadłyśmy na ten genialny pomysł- chyba z pół naszego roku też tak zrobiło :D i takim sposobem poznałyśmy osoby również nieogarnięte jak my - czyli takie, które nie sprawdziły na stronie wydziału rozpiski roku akademickiego….Bo jak się okazało po prawie godzinie czekania pod dziekanatem 1 października NIE MA przecież żadnego apelu, są NORMALNE zajęcia zgodnie z planem dla każdej grupy (który też podobno był gdzieś w internetach - tylko szkoda, że moje google, kiedy szukałam takiej informacji, dostało chyba jakieś wewnętrznej blokady…). I tak okazało się, że jestem w grupie 3 a moja przyjaciółka w 5 - czyli od razu deprecha, stres i załamanie na wstępie. (Myślałam wtedy o zmianie nazwiska, żeby być z nią w grupie, ale to chyba było nierealne haha :D) Kiedy pierwszy szok juz minął - zaraz był kolejny, a jakże! Okazało się, że za 10 minut zaczynam 1,5h ćwiczenia z matematyki (a ja przecież nawet kartki nie mam W KRATKĘ …) w sali nr coś tam z dr jakąś tam - nazwijmy ją X. Pani X, a raczej pani DR X była kobietą wymagającą przed duże W. Bo przecież „ Jak to państwo tego nie mieli??!!! Przecież moja córka (pewnie laureatka nagrody Nobla w przedszkolu, tego nie wiedzieliśmy- ale przeczuwaliśmy!) miała to w gimnazjum”. I tak ze strachem w oczach podeszłam do tablicy i jakimś cudem udało mi się zrobić przykład, bodajże z nierówności, całkiem nieźle - więc pani X pozwoliła mi usiąść ze spokojem, chwilowym. Ja jednak całe zajęcia siedziałam jak na szpilkach i odliczałam czas….( tak jak w liceum odliczałam minuty do końca lekcji angielskiego). A wiecie co było najgorsze, że ja - całe życie szkolne na 5 z maty, czułam się jak debil. Bałam się, że tego nie ogarnę i stwierdziłam wychodząc z sali, że może jednak te studia to nie dla mnie…Kiedy tylko to, co pomyślałam do mnie dotarło - od razu skarciłam się w duchu i już wtedy wiedziałam, że będę walczyć i się nie dam- bo chemia to moje powołanie przez duże P. Jako, że do następnych zajęć była chyba godzina ( ahh ten cudowne „okienka”) poszliśmy z osobami z grupy na KAWĘ :D oczywiście nie na naszym wydziale, bo to jest i było dno! Poszliśmy na kawę na wydział prawa, który cechował się luksusem w porównaniu do naszego :D ( tak na marginesie, wiecie jak poznać studenta drugiego roku prawa? Zawsze chodzi w garniturze :) Kawa była pyszna, widoki z dziewczynami też miałyśmy niezłe ;)- więc czas na plotkowaniu i na wspólnym przerażaniu się nawzajem szybko upłynął. Zaczęły się następne zajęcia - tym razem seminarium z podstaw chemii. Uff i na szczęście tylko 15 minut- pani doktor Y (bardzo przyjemna i mądra kobieta) powiedziała nam tylko o kolokwiach (miało być ich 4 z układu okresowego, redoksy, nazewnictwo i budowa atomu) - suma punktów z całości dawała ocenę końcową - miałam 5 na koniec także lubiłam te zajęcia :) i puściła wolno :D Tak na marginesie to dzięki tej pani i przerobieniu 200 redoksów w dwa dni - mam je opanowane do perfekcji i wcale się nie chwalę :D Kolejne zajęcia a raczej wykład miał się odbyć oczywiście w innej sali (ahh te wycieczki z budynku do budynku- standard). Wykład trwał 3 h z 10 minutami przerwy, wykład z MATEMATYKI z panem profesorem Z. I nie powiem 15 minut wykładu rozumiałam(jak wszyscy), ale kiedy pan Z zaczął pisać na tablicy- nie rozumiał go już NIKT :D ja jako pilna studentka chodziłam na jego każdy wykład i próbowałam wszystko notować, ale to był błąd, którego nie polecam powielać :) Więc gdzieś o godzinie 17 szykowałam się już na ostatni tego dnia wykład, WYKŁAD z filozofii :D i tak, dobrze przeczytaliście - takimi rządzi się prawami uniwersytet, na politechnice nie ma takiego dziadostwa ;) Wykład ten prowadziła PASJONATKA Sokratesa i innych panów z tamtych czasów ;) a ja razem z całym rokiem, myślałam że zaraz mnie zabiorą na oddział zamknięty. Kobieta mówiła z PAMIĘCI wszystkie szczegóły z filozofii przez 1,5 h…SZACUN, byłam pod wrażeniem a egzaminu sobie nie wyobrażałam. ( Mieliśmy nauczyć się tylko 5 tomów filozofii greckiej i itp. - „chyba mieliście to w liceum prawda?”:) Tak więc wychodząc z wykładu około 19… ledwo trafiłam na dworzec (oczywiście pociąg musiał być opóźniony 40 minut…) i tak gdzieś o 21 byłam w domu, przerażona i z pracą domową z matematyki :D Chociaż moja mama była bardziej przerażona - chyba kobita myślała, że mnie tam porwali- bo przecież mówiłam, że na pewno o 12 to już będę w domu :D
Na szczęście dostałam dużego kopa motywacyjnego (pomimo wszystko, DZIĘKUJĘ!) i ze łzami w oczach pojechałam na kolejne zajęcia :)
I tak minęło mi 5 lat...5 lat sukcesów, porażek i kucia po całych dniach. 5 lat walki o siebie i walki ze SOBĄ, żebym mogła powiedzieć, że jestem z siebie DUMNA. I tego też Wam życzę. Studia pomimo wielu barw, nie są kolorowe i tylko od Was zależy, jak sobie te "kolorowankę" pomalujecie ;)
piątek, 21 kwietnia 2017
Arkusze, arkusze i jeszcze raz ARKUSZE - CHEMIA.
Wstyd tu trochę mi już cokolwiek pisać....kiedy widzę, że ostatni post był we wrześniu. OBIECUJĘ, że po obronie mgr się poprawię! :)
Teraz korzystając z wolnej chwili chciałabym wrzucić Wam linki do dysku google arkuszy, które jeszcze przed maturą 2017 z chemii warto zrobić a jest to :
1. CHEMIA Z TUTOREM 2017 ( link umieszczałam już na instagramie, ale wielu osobom umknęło)
2. CHEMIA Z TUTOREM 2017 ODPOWIEDZI :
oraz
3. NAJNOWSZY ARKUSZ WITOWSKIEGO 2017:
i ODPOWIEDZI DO NIEGO :
Oczywiście polecam zrobić wszystkie arkusze z nowej podstawy, które znajdziecie np. na forum biolog. (http://www.forum.biolog.pl/chemia-arkusze-maturalne-2001-2017-najwiekszy-zbior-vt66328-15.htm) A oprócz tego warto zaopatrzyć się w arkusze, które często pokazuję na instagramie jak np. Chemia z tutorem, arkusze Barbary Pac czy sprawdzające wiedzę zestaw XVI arkuszy Grażyny Bieniek.
PS W klasie maturalnej odchodźcie powoli od robienia zbiorów a już od września/października tylko rozmaite arkusze i uczcie się poprzez ich rozwiązywanie (najlepiej uczy się człowiek na błędach;)
PRAKTYKA, praktyka i jeszcze raz PRAKTYKA!
PRAKTYKA, praktyka i jeszcze raz PRAKTYKA!
POWODZENIA 16 maja, TRZYMAM MOCNO KCIUKI ZA SWOICH UCZNIÓW JAK I ZA WAS :)
i stresuję się również mocno jak Wy ;D
czwartek, 29 września 2016
Q&A, czyli najbardziej powtarzające się pytania.
Q&A, czyli najbardziej powtarzające się pytania.
(oprócz oczywiście pytań o zbiory i repetytoria)
1. "Czy pójście na studia, na chemie pomoże mi poprawić maturę? Czy się opłaca?"
Wszystko zależy od uczelni i prowadzących - ja jednak uważam, że WARTO. Jeśli chodzi o Uniwersytet Śląski pierwszy semestr to typowo rozszerzona chemia z liceum. Można podszkolić się np. w redoksach, obliczeniach, ale również poznać chemie od kuchni - czyli poeksperymentować trochę w laboratorium. :) Wiadomo, że trzeba się uczyć też innych przedmiotów takich jak matematyka czy fizyka, ale myślę, że to nie jest jakaś duża przeszkoda. Nie trzeba przecież chodzić na wykłady z tych przedmiotów i można zaoszczędzić czas na naukę do poprawy matury. U mnie w grupie, na pierwszym roku dwie osoby poprawiły maturę i dostały się na medycynę i farmacje - na pewno nie żałują tego semestru studiów. Co prawda, było po nich widać, że dadzą rade - takie osoby da się wyczuć - zaangażowanie i pracowitość "bije po oczach" :) Dlatego jeśli ktoś czuje, że da rade to czemu nie? :)
2." Jak się zmotywować do pracy? "
Najpierw zadaj sobie pytanie: dlaczego w ogóle musisz się motywować? Może np. to, czego się uczysz nie sprawia Ci przyjemności? Może to nie to? Jeśli wiesz, że jesteś na dobrej drodze to UWIERZ nie będzięsz się musiał motywować w każdej sekundzie. Wiadomo - są dni, że możesz mieć ochotę rzucić to wszystko w kąt, ale nie myl braku sił z brakiem motywacji. Ja nie potrzebuję wchodzić na czyjeś blogi, instagramy i czytać o MOTYWACJI. Moja praca, pasja, studia - to mi daje kopa i MOTYWUJE. Wiem, że to co robię jest dla mnie ważne i to jest ten impuls do działania. Gdyby nie to, żadne motywacyjne hasełka by na mnie nie działały. Nie ukrywam, lubię czytać książki motywacyjne - ale nie żeby się podbudować, tylko zobaczyć perspektywę z jakiej patrzy drugi człowiek. Pisałam kiedyś, że mam niedoczynność tarczycy. Czasami mam dni, że sama muszę ze sobą walczyć. Organizm odmawia mi posłuszeństwa i jedyne, na co mam ochotę to spanie. Ale nie mogę sobie na to pozwolić i staram się robić DWA RAZY więcej. Jak ja daje radę to czemu Wy macie nie dać? Bądźcie dla siebie motywacją! :)
3. " Czy warto się uczyć w wakacje do matury?"
Zawsze WARTO się uczyć- ale nie przesadzajcie. Sama prowadzę korepetycje np. w sierpniu, ale nie popadajmy w paranoje. Wiem, że jest dużo ambitnych osób, którzy chcą nadrobić materiał w wakacje i w sumie czemu nie? To jeszcze mogę zrozumieć. Ale NIE ROZUMIEM jak studenci I roku mogą uczyć się przed rokiem akademickim, kiedy nie znają tak naprawdę wymagać swoich wykładowców? Bo to co jest napisane na siatkach studiów nijak się ma do rzeczywistości. ;) Można poprzeglądać podręczniki, bo czemu nie? Ale robić notatki? Ja rozumiem ambicje- bo sama należę do takich osób. Ale będziecie mieć OGROM nauki w ciągu roku akademickiego, nie mówiąc o sesji- W WAKACJE ODPOCZNIJCIE!
4. "Czy chodziłaś sama na korepetycje z chemii?"
Nie chodziłam. (Sama w liceum zaczęłam uczyć) Chodziłam tylko od drugiej klasy liceum na korki z angielskiego, bo byłam przerażona maturą z tego przedmiotu. Na szczęście dałam radę ( to był chyba cud) i zdałam pisemną na 85 % a ustną na 80. Kto mnie zna osobiście, wie jaki to był dla mnie horror przez całe liceum brr :D Wracając do chemii uczyłam się sama, rozwiązując milion zadań ( najczęściej na religii :D) i ucząc się z notatek.
5. "Czy warto chodzić na korepetycje?"
Oczywiście, że TAK! Wiadomo, że to zależy na jaką osobę traficie. Niektórzy tylko chcą odbębnić a tak naprawdę nie uczą wcale..Ale jeżeli traficie na osobę z wiedzą i powołaniem to na pewno dużo z zajęć wyniesiecie i dowiecie się więcej niż w szkole. Szukajcie osoby, która przeanalizuje z Wami arkusze maturalne i powie, na co zwracać uwagę ;)
6. " Czy masz jeszcze miejsca na korepetycje w tym roku?"
Niestety nie. Mam strasznie dużo obowiązków - studia, pisanie magisterki, dom, dziecko, przygotowania do ślubu. Wolne miejsca skończyły mi się parę miesięcy temu. ALE zapraszam na zapisy na nowy rok szkolny - na pewno będę przyjmować więcej osób ;)
7. " Czy polecasz jakieś środki wspomagające nauke, np. "sesje"? "
Polecam się WYSPAĆ i nie faszerować g*wnem :) Sama tak się pobudzałam i w żaden sposób korzystnie to nie wpływało na moje zdrowie. Teraz nawet kawę ograniczyłam do minimum ;)
~ POLECAM
Chemiś
środa, 21 września 2016
Chemia w pytaniach i odpowiedziach...czyli część druga nowości.
Nowości, część druga.
(Zbiory, czyli część 1. możecie zobaczyć na moim instagramie a dokładnie
https://www.instagram.com/p/BKkRGD6DdAW/?taken-by=chemistryismylife&hl=pl)
O Trenerze chemia już Wam wspominałam w poprzednich notkach. Zamówiłam go, żeby nie korzystać z formatu pdf - lepsza papierowa wersja :) Za co go lubię? Na pewno za przejrzystą formę. Autorka pokazuje, na co najbardziej zwrócić uwagę przy rozwiązywaniu zadań i jak się do nich w ogóle zabrać. Wytyka najczęściej popełniane błędy przez uczniów a co najważniejsze dodała do każdego zadania rozwiązania - można się sprawdzić ;) Bo jak się człowiek najlepiej może nauczyć chemii? Przez rozwiązywanie zadań - sama teoria nie wystarczy.
(Znalazłam go na stronie - www.ksiegarniaszkolnapwn.pl za TYLKO 12 zł ! )
Kupiłam ją tylko za 5 zł! Jest to książka a raczej zbiór dość stary, bo z 1998 roku...ale ja uważam, że czasami te starsze wydania są o WIELE lepsze niż nowe :) Dzięki tej książce można się sprawdzić z wiedzy teoretycznej jak również z rozwiązywania zadań obliczeniowych czy reakcji.
Co mi się w niej najbardziej podoba? ROZBUDOWANE I DOKŁADNE odpowiedzi!
( księgarnia bonito.pl )
A na sam koniec?
Informator maturalny ( żeby wiedzieć na co zwrócić uwagę!) - ja go kupiłam, ale równie dobrze możecie sobie wydrukować ze strony oke ;)
ORAZ Tablice chemiczne ;)
*Post nie jest sponsorowany.
PS Następny post będzie już o oczekiwanej książce Dominika z @darmowekorepetycje ( fb lub youtube). Czekam na przesyłkę i mam nadzieję, że również się na nią skusicie. Myślę, że to będzie chemiczny hit :)
piątek, 5 sierpnia 2016
" Jak się uczyć chemii?"
"Jak się efektywnie uczyć?", " Jak się uczyć chemii?", " Jak się zabrać do nauki?"
"Jak się zorganizować?"
Po pierwsze.
Musicie obowiązkowo wyłączyć telefon, o laptopie nie wspominając. Zastanawiałam się wiele razy...czy po tym jak niektórzy z Was dodają zdjęcie notatek i książek na insta a potem energicznie prowadzą konwersacje pod postem, to faktycznie się uczą czy tylko tak piszą " bo taka moda".
Nie żebym kogoś oskarżała, ale wiem z własnego doświadczenia ;) Za każdym razem, jeśli po dodaniu zdjęcia trzymałam w rękach telefon to moja nauka się odwlekała w czasie. Godzinę czasem dwie...a czasem i wiele wiele dłużej. Skończyłam z tym marnotractwem czasu - kiedy przestałam ten czas mieć. Teraz nie mogę sobie pozwolić na bezmyślne spędzanie czasu przy komputerze czy telefonie. ( No dobra, zdarzają się wyjątki:p)
Po drugie.
Jeżeli macie coś do zrobienie, to nie myślcie o tym. Po prostu to ZRÓBCIE.
Takie działanie przypomina trochę prace robota, ale uwierzcie - daje efekty! Kiedy mała śpi to ja nie idę na kanapę sobie poleżeć z kawką - szkoda mi czasu na to. (Zimna kawa też dobra! :) Po prostu patrzę, co jest do zrobienia i to robię. ( Np. zmywam a następnie zaraz idę robić obiad.) Czyli ogarniam najpierw to, co mam w danym pomieszczeniu do roboty a potem przechodzę do następnego. Nie ma nic gorszego jak bezmyślnie przemieszanie się po mieszkaniu - co skutkuje tym, że NIC nie jest zrobione.
Po trzecie.
Jeśli chodzi o chemie. To nie jest to przedmiot do kucia na blache. Nie musicie spędzać całego dnia na nauce teorii... Często widzę u Was na profilach jak piszecie, jaki dział przerabiacie w danym dniu. I to jest fajne. Że to sobie tak dzielicie :) Tylko co z tego, że Wy jednego dnia wykujecie teorie a drugiego dnia już nie będziecie pamiętać o co tam chodziło. ( w wielu przypadkach tak jest) Nauka chemii to ANALIZA ZADAŃ i tego uczę na moich zajęciach. Żeby wyciągnąć z zadania ile się da. Często odpowiedź jest na wyciągniecie ręki a Wy szukacie odpowiedzi w głowie a raczej w zakamarkach Waszej pamięci. Co skutkuje, że potem jest płacz i zgrzytanie zębami. Dlaczego? Bo brakło czasu na te ok. 40 zadań na maturze. Często też sądzicie, że jeśli zadanie jest dłuuuugie to jest trudne. I go ze stresu omijacie na wstępie. Tylko właśnie te najdłuższe zadania są do wykonania bez większej wiedzy. Dlatego zamiast spędzania czasu nad suchą teorią - RÓBCIE ZADANIA. Na nich nauczycie się najwięcej. Ale nie, że jednego dnia 50 a drugiego nic ( "bo przecież tak dużo zrobiłem wczoraj".) KAŻDEGO DNIA, po np.15 zadań. I uwierzcie, że to Wam da większe efekty niż takie kucie na pamięć. Plus KORZYSTAJCIE Z UKŁADU! To nie jest tylko tablica, z której odczytuje się liczbę masowa i atomową. Uwierzcie mi, że wiele właściwości można odczytać z tego pożytecznego narzędzia. <3
Szkoda tylko, że w większości szkół tego nie uczą a jak się zmienia promień atomowy każą się uczyć na PAMIĘĆ ;)
Po czwarte.
Musicie mieć jasno określony CEL. A nie, że " jak się nie dostanę na medycynę to może pójdę na farmację albo na coś innego?" Po takim czymś już wiem, że ta osoba sobie z maturą poradzi średnio. Dlaczego? Bo ma ALTERNATYWĘ. Wie, że w sumie może jej pójść źle na maturze. A to daje jasny sygnał do mózgu - "odpuść sobie". Musicie wiedzieć KONKRETNIE, co chcecie osiągnąć i to zrobić.
Po piąte.
Odpoczywajcie. Nie możecie siedzieć przy książkach cały dzień. Ja często tak robiłam i potem moja praca była mniej efektywna. Nie róbcie mega planu z milionem zadań do odhaczenia. Wyznaczcie sobie od której godziny do której zamierzacie pełnić służbę przy książkach. Np. od 12- 13 robię te 15 zadań i nic mnie z tego krzesełka nie ruszy :-) Nawet mama wołająca na obiad!:P
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















